Boks mam w genach

Byłem dzikim chłopakiem – wspomina Michalczewski w swojej książce „Silniejszy niż strach”. „Miałem niesamowitą potrzebę ruchu. Ciągle chciałem iść na dwór: grać w piłkę, biegać, pływać albo po prostu rozrabiać z kolegami. Zamiast tego ojciec wciąż zatrzymywał mnie w domu, kazał się uczyć. I to nawet takich rzeczy, których program szkolny nie obejmował”. Całe dzieciństwo spędził w Gdańsku, na słynnym osiedlu – blokowisku Przymorze. Pięcioosobowa rodzina Michalczewskich zajmowała dwa ciasne, zagracone pokoje, z których chłopcy z ulgą wybiegali na podwórko. Aby znaleźć się nad morzem, wystarczył kilkuminutowy spacer. 10-letni Darek często zakładał się z kolegami o to, kto dalej wypłynie. „Czasami nie widziałem już brzegu – wspomina -gdy za mną, parskając i prychając, poddawał się ostatni z kumpli. Zawsze chciałem wygrywać, zawsze chciałem być pierwszy”.

Talent do boksu otrzymał w genach. I to zarówno ze strony ojca (który boksował w „Gedanii”), jak i matki. Brat dziadka Edmunda był przed wojną przez trzy lata mistrzem Polski wagi muszej. Bokserami byli dwaj kuzyni matki, trenerami boksu – jej ojciec i wujkowie. Jeden z tych wujków, Józef Baranowski, otoczył Darka męską opieką, gdy w 1980 roku zmarł na raka jego ojciec. Darek miał wtedy dwanaście lat. Pozbawiony surowej kontroli ojca, z dnia na dzień stał się zupełnie innym chłopcem. To mogło się źle skończyć: sądem dla nieletnich, może nawet skierowaniem do poprawczaka. Darek stanął na czele grupy rozrabiaków (wszyscy byli jeszcze dziećmi!), z którymi napadał na pijaków i pozbawiał ich pieniędzy, odbierał rówieśnikom rowery, włamywał się do piwnic. Na ogromnym parkingu przy ul. Grunwaldzkiej w centrum Gdańska – Wrzeszcza jego gang musiał stoczyć wiele bójek z konkurencyjnymi grupami, aby w końcu wywalczyć sobie wyłączność na mycie szyb w parkujących tu samochodach. Darek całe zarobione w ten sposób pieniądze odnosił matce.

Jak dziwnie układa się życie: dokładnie w tym samym miejscu, gdzie Darek z kolegami myli szyby, kilka lat temu, kosztem ok. 140 min. zł, zostało zbudowane Centrum Handlowe „Manhattan”. Dariusz „Tiger” Michalczewski jest jednym z głównych udziałowców w tej inwestycji. Właśnie dlatego niektórzy nazywają go nieoficjalnie „Królem Manhattanu”.

Po śmierci ojca Darek jeszcze tego samego lata zaczął grać w piłkę i boksować w klubie „Stoczniowiec”. Jako trzynastolatek po raz pierwszy zwyciężył swego nieco starszego rywala przez techniczny nokaut. W 1985 roku, mając 16 lat, zdobywa złoty medal w grupie juniorów młodszych. Dwa lata później, jako 18-latek, zostaje mistrzem Polski seniorów w wadze lekkopółśredniej. To jest dobry rok dla polskiego boksu: na tych samych mistrzostwach złoty medal zdobył 18-letni Andrzej Gołota. Ale to Jan Dydak, ich rówieśnik i również mistrz Polski, był wówczas uważany za najzdolniejszego z tej trójki. A przecież nie udało mu się zrobić wielkiej kariery. Może dlatego, że pozostał w Polsce?

Spis treści:

https://www.slawomirwolniak.pl/dariusz-michalczewski-krol-manhattanu-cz-1/
https://www.slawomirwolniak.pl/dariusz-michalczewski-krol-manhattanu-cz-2/
https://www.slawomirwolniak.pl/dariusz-michalczewski-krol-manhattanu-cz-3/
https://www.slawomirwolniak.pl/dariusz-michalczewski-krol-manhattanu-cz-4/
https://www.slawomirwolniak.pl/dariusz-michalczewski-krol-manhattanu-cz-5/
https://www.slawomirwolniak.pl/dariusz-michalczewski-krol-manhattanu-cz-6/

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Po godzinach

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Jaki dioptromierz wybrać?

Dioptromierze Obecnie sprzęt optyczny jest niezwykle nowoczesny oraz także spełnia oczekiw…