Dom Po godzinach Jakość i bezpieczeństwo – Preppering

Jakość i bezpieczeństwo – Preppering

12 min odczyt
0
0
212

 

Preppering dotarł do nas zza oceanu (nazwa pochodzi od angielskiego słowa „preparing”, czyli „przygotowywać się”). To właśnie w USA narodził się ruch, który był prekursorem prepperingu, czyli survival. Idee przetrwania stały się popularne w Stanach po wybuchu kryzysu ekonomicznego w 1929 r. i potem, w czasach , zimnej wojny. Natomiast sam preppering narodził się po zamachach terrorystycznych w latach 90. ubiegłego wieku, a rozwinął na dobre po 11 września 2001 r. Obecnie jest to w USA ogromny ruch społeczny. Preppersów jest w Stanach , ponad 2 miliony. O ile survival zakłada naukę przetrwania w warunkach naturalnych, poza domem, to preppering wprost przeciwnie – prowadzi do zapewnienia sobie i rodzinie jak najlepszych warunków w miejscu zamieszkania. Ostatecznym celem preppersa jest jak najwyższy poziom bezpieczeństwa i jakość życia w sytuacjach kryzysowych.

Jakie to mogą być sytuacje? Cała lista. Kryzys to nie tylko atak nuklearny czy wojna konwencjonalna. Może nim być choćby wypadek na drodze, choroba członka rodziny, brak wody czy prądu, awaria bankomatu, braki w zaopatrzeniu sklepów w żywność czy utrata pracy. Jest więcej niż pewne, że przeciętny Polak zapytany, czy wie, jak reagować w tego rodzaju przypadkach, z rozbrajającym uśmiechem odpowie: nie. Nie będzie wiedział, jak udzielić pierwszej pomocy (preppersi noszą przy sobie np. opaski uciskowe), zapasów wody i jedzenia w domu nie ma, pieniędzy na czarną godzinę również, a kiedy straci pracę, okaże się, że zupełnie nie wie, co ze sobą zrobić.

 

Preppering od survivalu różni się tym, że prowadzi do zapewnienia sobie i rodzinie jak najlepszych warunków nie w warunkach naturalnych, ale w miejscu zamieszkania. Ostatecznym celem preppersa jest jak najwyższy poziom bezpieczeństwa i jakość życia w sytuacjach kryzysowych

 

NIEZALEŻNI OD WSZYSTKIEGO

Ale kryzys to także huragan, powódź, burza śnieżna czy długotrwałe upał)’ – ze wszystkim tym mamy w Polsce do czynienia. To dlatego preppersi starają się być niezależni. Pod wieloma względami. Gromadzą w domach zapasy wody i żywności, zakładają panele słoneczne, mają całą masę przydatnych narzędzi i szkolą się w różnego rodzaju umiejętnościach (potrafią np. pozyskać lekarstwa z lasu). Ci najbardziej zapobiegliwi szkolą całe rodziny, namawiają do współpracy sąsiadów, mają tzw. plecaki ucieczkowe, które można zabrać z domu w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia (w plecaku znajdują się zwykle woda, lekarstwa, jedzenie, odzież, źródła ognia, narzędzia). Zaawansowani preppersi mają też awaryjne miejsca zamieszkania, w USA wiele osób ma prywatne schrony, w Polsce z reguły jest to domek na działce albo miejsce u rodziny lub przyjaciół z dala od dużego miasta.

Ucieczka ucieczką, ale każdy preppers zakłada, że – niezależnie od rozwoju sytuacji – będzie mógł pozostać wraz z rodziną w swoim miejscu zamieszkania. Dlatego stara się swoje mieszkanie czy dom maksymalnie ochronić. Systemy alarmowe, kamery, psy – to oczywiste zabiegi. Amerykanie lubują się w urządzaniu tzw. safe rooms. Są to odcięte (np. pancernymi drzwiami) od reszty domu specjalnie zaprojektowane pomieszczenia z systemem wentylacji, wodą i kanalizacją, zapasami żywności i lekarstw. Można w niektórych przetrwać nawet dwa tygodnie bez konieczności wychodzenia na zewnątrz. Te zabezpieczenia mają sens – jak pokazały wydarzenia w Nowym Orleanie po przejściu huraganu Katrina, schronienie i zdobycie jedzenia błyskawicznie stają się celem wszystkich osób dotkniętych kataklizmem.

Oczywiście, ktoś, kto mieszka w bloku, nie będzie budował „safe rooms”. Może natomiast zgromadzić zapasy wody i żywności, zadbać o dodatkowe środki opatrunkowe i lekarstwa, poznać dokładnie okolicę – ewakuacja z terenu zagrożonego to jeden z żelaznych punktów szkoleń preppersów.

Reklama: Psycholog Olsztyn

W STREFIE KOMFORTU

Wszystko to pokazuje, jakich sposobów używają ludzie, by czuć się naprawdę bezpiecznie. I można się z tego śmiać, gdyby nie to, że wszystko to może się po prostu przydać. Doskonale wiedziały o tym nasze babcie, przygotowując choćby zapas konfitur – i dziadkowie, którzy gromadzili drewno na opal. Polacy od pokoleń, z racji położenia geograficznego i swojej bolesnej historii, byli preppersami niejako naturalnie. Dlaczego więc przestali nimi być? Co się takiego stało? Dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie żyją w iluzorycznym poczuciu bezpieczeństwa, w strefie wytworzonego przez ekonomię i media komfortu, w którym za wszelką cenę chcą pozostać. Skupiają się na konsumpcyjnym stylu życia, a ten styl sprowadza się do hasła: „kupuj i korzystaj”. Są przyzwyczajeni do tego, że wystarczy jeden telefon, a ktoś przywiezie im jedzenie, pojawi się pogotowie czy pomoc drogowa. Zdaniem wielu preppersów obecnemu pokoleniu daleko do hartu ducha i odporności Polaków z czasów powstania warszawskiego. Zafascynowane technologią, zapatrzone w smartfony, coraz bardziej odrywa się od realnych problemów. Żyje łatwo i przyjemnie. I chce tak żyć.

MOJE ŻYCIE W MOICH RĘKACH

Zderzenie z rzeczywistością może być bardzo bolesne. Dowodzi tego choćby to, co stało się 14 sierpnia 2003 r. na pograniczu kanadyjsko-amerykańskim. Błąd w oprogramowaniu sterującym siecią energetyczną spowodował gigantyczną awarię prądu. Bez energii elektrycznej zostały m.in. Nowy Jork, Boston, Toronto i Ottawa – w sumie 50 min osób. Telefony komórkowe nie działały. Było upalnie, ludzie zaczęli się zbierać w restauracjach, atmosfera przypominała fiestę. Ale szybko przestało być wesoło. Następnego dnia nie działały pompy dostarczające wodę. Pojawiło się realne zagrożenie skażeniem. Pociągi i metro przestały kursować, na lotniskach koczowały tłumy pasażerów. Po autostradach nie dało się jeździć, nie działały bramki i elektroniczne systemy poboru opłat. Przestała też funkcjonować nowojorska giełda. Sytuację udało się w miarę szybko opanować, ale tego rodzaju kryzys może trwać przez wiele dni. Co ważne, preppering to zjawisko, które ma zdecydowanie pozytywny wpływ na życie preppersów. Po pierwsze, zdobywają unikatowe umiejętności. Po drugie, stają się pewniejsi siebie. Po trzecie, mają większe niż przeciętny obywatel poczucie bezpieczeństwa. Po czwarte, mniej się obawiają o przyszłość. Po piąte wreszcie, i kto wie, czy nie najważniejsze – mają poczucie odpowiedzialności i czują, że ich życie jest w ich rękach. A o to warto się starać.

Zdaniem preppersów obecnemu pokoleniu Polaków brakuje hartu ducha i odporności. Zafascynowane technologią, zapatrzone w smartfony, coraz bardziej odrywa się od realnych problemów. Żyje i chce żyć łatwo i przyjemnie. Dlatego nie radzi sobie w sytuacjach kryzysowych

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Po godzinach

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Jaki dioptromierz wybrać?

Dioptromierze Obecnie sprzęt optyczny jest niezwykle nowoczesny oraz także spełnia oczekiw…