Sławomir Załoga był jednym z dwóch zawodników (obok Tomasza Pietrasa), którzy na mistrzostwach Polski w Ostrołęce udowodnili, że mają przyzwoite pojęcie o pozowaniu w układzie dowolnym. Cała reszta zawodników, w liczbie ponad 80 osób, robiła tylko powtórki z pozowania obowiązkowego, zupełnie nie skoordynowane z wybraną melodią.

Sławek zademonstrował muskulaturę w tańcu pantomimicznym i natychmiast okazało się, że trafił w dziesiątkę – ożywiła się publiczność, uśpiona dotychczas masowym mocnym napinaniem mięśni.

Inna rzecz, że Sławkowi było łatwiej. Gdy kolejny artykuł ukaże się w portalu, on zostanie akurat (tfu! – odpukać w niemalowane) dyplomowanym aktorem. W trakcie studiów pod kierunkiem renomowanej aktorki Doroty Pomykały opanował różne techniki prezentacji scenicznej, a jedną z nich zademonstrował w trakcie występu o mistrzostwo w kategorii 85 kg.

* * *

Sport uprawia „od zawsze”. Najpierw „wszystko jak leciało”, bo w latach szkolnych tak to się na ogół robi, a w pewnym okresie nadeszła fascynacja Arnoldem Schwarzennegerem – tego wrażenia nie dało się już zamienić na żadne inne.

Nie było łatwo, bo Sławkowa fascynacja zrodziła się w okresie, gdy jeszcze nie wychodziła najbardziej kompetentna gazeta kulturystyczna, znana dziś pod rzucającym się w oczy symbolem KiF, ale… najważniejszą rolę w dochodzeniu do coraz lepszych wyników grała aktywność, nawet chaotyczna, byleby regularna.

W roku 1992 wystąpił po raz pierwszy na zawodach kulturystycznych. Stało się to w Strzelnie, a zawody zorganizował wójt gminy, człowiek doceniający znaczenie sportu w życiu, a kulturystyki w szczególności. W tamtym okresie Sławkowi wydawało się jeszcze, że kulturystyka polega na nieustannym obrastaniu w masę, co w jego wypadku jakoś nie wywoływało pełnej akceptacji w oczach obserwatorów, bo wywołać nie mogło. 100 kg masy ciała na karku człowieka, który ma 171 cm wzrostu to jednak przesada.

Na szczęście Sławek dość szybko zdał sobie sprawę z błędu, uznał, że masą się nie wygrywa i nastawił się już tylko na kontynuację treningów pod kątem wypracowania jakości mięśni.

– Patrzyłem na niektórych mocno „przepakowanych” kulturystów – wspomina dzisiaj aktualny wicemistrz Europy – i widziałem, że wszyscy wyglądali jednakowo, jak wycięci z filmu o Shreku. Zaczarowała ich wielka masa, a odczarować trudno.

– Każdy ma swoją kategorię wagową, w której mu jest najlepiej „do twarzy” i każdy powinien to przyjąć za obowiązkowy kanon -radzi Sławek tym, którzy starają się rosnąć w nieskończoność. – Nie wolno przesadzać. Dla mnie waga około 85 kg jest najbardziej stosowna.

* * *

Świeżo upieczony adept sztuki aktorskiej nie ma wątpliwości, że kulturystyka powinna być rozpatrywana wyłącznie w kategoriach estetyki. Każde przerysowanie mnoży bowiem szeregi przeciwników tej dyscypliny i wręcz marginalizuje ją w konfrontacji z innymi dyscyplinami sportu. Krótko mówiąc, „przepakowanie” jest końcem kulturystycznej kariery.

– Proporcje decydują o tym, że patrzymy na człowieka jak na cud natury. Z pewnej odległości nie widać, czy ma on 160, czy 180 cm wzrostu, bo proporcje pracują na jego korzyść. Na tegorocznych ME kategorię open wygrał facet, który ważył 75 kg! Świadczy to o klasie zawodnika oraz o profesjonalizmie komisji sędziowskiej, która nie uległa wątpliwemu urokowi dużej masy – dodaje Sławek.

Do ME przygotowywał się 2 lata. Kiedyś używał do ćwiczeń dużych ciężarów, dziś nie podejmuje już takiego ryzyka, preferuje dokładność ruchów ze znacznie mniejszym obciążeniem. Aby pobudzić muskulaturę do rozwoju, Sławek zmienia często metody treningowe – mniej więcej co 6 tygodni.

– Organizm szybko się przyzwyczaja -wyjaśnia celowość takiej metody. – Jeżeli tak, to nie ma sensu kontynuować ćwiczenia w nieskończoność, bo nie będzie pożądanej reakcji ze strony mięśni. Z moich obserwacji wynika, że większość ludzi trenujących nie ma pojęcia o tym, jak ćwiczyć, mało kto czyta poradniki, których teraz nie brakuje, a gdy już jakieś ćwiczenie im się spodoba, to „piłują” je latami nie patrząc na rezultaty, których i tak trudno wypatrzyć.

Ćwiczy codziennie po 35 minut siłowo (już po rozgrzewce), natomiast dwa razy w tygodniu dorzuca do tego aeroby, przede wszystkim w celu przyspieszenia metabolizmu. Uważa, że ma jeszcze sporo rzeczy do nadrobienia, ale też nie wyklucza, że w bliższym lub nieco dalszym czasie jego plany zostaną spełnione.

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Sport i Turystyka

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Gdzie kupić lampy zewnętrzne?

Chcecie zadbać o większe bezpieczeństwo na dworze? Wasze dzieci często bawią się poza dome…